3 września 2015

To już koniec...

Koniec naszej agilitowej przygody w moim mieście. :( Klub już dawno przestał funkcjonować jak w pierwotnej formie, ale treningi odbywały się od czasu do czasu pod okiem innej trenerki, Mileny. Ale niestety, plac został oddany, przeszkody zabrane, a Milena wyjeżdża do Wawy. :(

Skoro tak agilitowo - Chica na semi z Lucie Dostalovą

Smutno mi trochę, nawet pomimo tego, że biegałyśmy wyłącznie rekreacyjnie i nie szło nam za dobrze. Dzięki tym treningom poznałam wielu świetnych ludzi, bardzo dużo nauczyłam się o psach i szkoleniu, ale też żżyłam się z Lu. No i nie mogę zapomnieć o doskonaleniu fotografii.

Nasi goście, którzy wcześniej z nami biegali - Etna i Tofik
Tofik
Mam nadzieję, że przynajmniej czasami będziemy się wybierać na trening do Warszawy, bo w tej chwili już bardzo porządnie uzależniłam się od agility. No cóż, będę tęsknić za regularną dawką motywacji do robienia czegoś z psem. Te treningi to była dobra odskocznia od szarej rzeczywistości.

Pozdrawiam, Kasia

A czy wy biegacie w którymś z warszawskich klubów? Jakie są wasze opinie na ich temat?


Nasi klubowicze: 

Luś
Fabi
NewTone
Blue
Jeszcze dwa z semi z Lucie - Candy
Joy

20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. To czekam na opinię w takim razie, bo ja też o tym myślę :)

      Usuń
  2. Szkoda.. Życzę Wam żebyście mogły jak najczęściej wybierać się gdzieś na agilitki.
    A ja mam taki plan sprawdzić w tym jednorazowo mojego Cielaka, u nas jest jeden torek w szkole psów ale za mały na jego gabaryty :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, no to wam życzę powodzenia w szukaniu odpowiedniego torku :D

      Usuń
  3. Przykro mi...
    No trudno, takie jest życie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda....ale mam nadzieję, że nadal coś tam będziecie sobie dłubać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś na pewno, mamy kilka swoich przeszkód i będziemy jeździć na seminaria. :)

      Usuń
  5. Trzeba na ogródku, a to pracy z trenerem nie zastąpi. Też bym kiedyś sprawdził jego możliwości, choć w ogóle nie miał ochoty pokonywać jednej stacjonaty (na 5cm wysokości) no i bardzo źle skakał. Zero motywacji, a pseudoagility jakoś mnie nie kręci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy wiesz, ale gdy zaczynałam z Lusią, jakieś półtora roku temu, Lusia zachowywała się tak jak twój :) Wiele czasu zajęło mi zmotywowanie jej do skakania więcej niż jednej hopki. :) Ale udało się, ponieważ się nie poddałam. Więc i wam życzę powodzenia. :)
      A co do trenowania u siebie, to trochę nieskromnie stwierdzę, że mogłabym już w tej chwili ćwiczyć sama, bo ogarniam większość torków, zmiany nie sprawiają mi problemu. :)

      Usuń
    2. Tak, tylko ty masz na przykład możliwość motywacji psa na zabawę, rzut piłką, czy szarpanie...
      No i moja świadomość że nic nie osiągnę. Wymiękłby nawet na jumpingu, Teoretycznie wzrostowo jest dobrze, kwalifikuje się do M, a największy poziom i wymagania są w L (Jako że tam trafiają aussie, owczarki belgijskie, BC)

      Ogółem w jumpingu jest trochę zamieszania rasowego, tam jeszcze ludzie są tak "dla zabawy".
      Poza tym, moja wiedza. Znam teorię, a o praktyce i rozmowie mogę zapomnieć. Najbliższy klub 80km, same koszty dojazdu, męczenie się co weekend, opłaty, a pies po prostu się focha i nic nie robi, zupełnie ignorując wszystko dookoła.

      Może jeszcze kiedyś spróbujemy, choć w agi nie kładę żadnych nadziei, w niektórych okolicznościach jego psychika nie wytrzyma dogtrekkingu. (W żadnym wypadku nie mówię o możliwościach fizycznych)

      Usuń
    3. Tak szczerze, to nudzi mnie już trochę tłumaczenie ci mojego przypadku. Podczas istnienia tego bloga pisałam tu trochę o naszych problemach z motywacją i agility. Wielokrotnie załamywałam ręce na treningach, kiedy wyzwaniem było przebiec choćby jedną hopkę. Wydałam kupę kasy na seminaria, na których nie robiłam zupełnie nic, z powodu psa, który nie miał ochoty ruszyć tyłka. Gdybyś czytał nas od początku, to byś wiedział. Ale ja się nie poddałam, bardzo ciężko pracowałam, jeździłam, pytałam, pisałam. PRÓBOWAŁAM. Bo mi na tym zależało. Gdy już udało mi się osiągnąć ten stopień motywacji, że mogłyśmy pokonywać kilka przeszkód na raz z całkiem niezłym tempem, wyszła dysplazja. Bez objaw, bez kulenia. To był dla mnie strzał, cała praca na marne. A najgorsze było to, że rodzeństwu Lu tak dobrze idzie, że zdrowe, wesołe.
      Nie lubię ludzi, którzy się nad sobą użalają, więc sama staram się tego nie robić. Bywają chwile słabości, ale nigdy nie jest to nagminne. Gdy czytam twojego bloga mam wrażenie, że nie lubisz swojego psa. A to mnie bardzo zniechęca. Radzę ci dobrze, znajdź jakiś pozytyw, albo nie wiem, zostaw tego psa w spokoju, czy coś. Wiem jak to jest mieć psa, z którym nie można robić sportów, ale to wciąż jest pies! Wciąż kocham go tak samo mocno, a on mnie. Nie chcę więcej czytać o waszych problemach, niedoskonałościach, braku możliwości, itp, itd. Przykro mi. Nie zawsze jestem miła. Częściej jestem szczera.
      Pozdrawiam i mam nadzieję, że w końcu się trochę ogarniesz.

      Usuń
    4. Dodam jeszcze, że wbrew twojemu błędnemu przekonaniu, Lusia nie ma motywacji na zabawkę, szarpanie, czy RZUT PIŁKĄ o.o. Nie lubi piłek, jeśli już to je jeść. Praca nad zabawą szarpakami zajęła mi około rok lub więcej.

      Usuń
  6. My jesteśmy z Kielc, także o warszawskich klubach nie mamy pojęcia. Bywałam z Jolly na seminariach z Iwoną Gołąb czy Moniką Rylską i gorąco polecam. Fajne dziewczyny z pasją :-)
    Ja jednak odpuściłam AGI i zajęłam się pasieniem, więcej na naszym blogu :-)
    Zapraszam: www.bialo--czarna.blogspot.com
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam już kilka razy na seminariach z nimi :) Mi również bardzo się podobało. A pasaienia i my próbujemy. Już za tydzień kolejny trening!
      Na pewno zajrzę :)

      Usuń
  7. Zamknięcie klubu nie musi oznaczać końca przygody z danym sportem. Spróbuj stworzyć jakieś przeszkody sama, takie prowizoryczne i ćwicz z psem o własnych siłach, motywuj się na własny sposób! ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam, że to koniec z agi :) Mam kilka własnych przeszkód a niedługo możliwe, że będzie więcej. :) Będąc na tym stopniu zaangażowania już nie odpuszczę, nawet mając psa, który nie może biagać :D

      Usuń
  8. Szkoda takiego toru i świetnej grupy treningowej, bo to prawdziwy skarb. My niestety do Warszawy mamy daleko, więc nie pomożemy, ale polecam skompletować coś samemu, chociażby żeby pobiegać między treningami w nowym klubie ;)
    W naszej okolicy niestety nie istnieje nic konkretnego i część torku załatwiłam sobie sama, nawet naskrobałam notkę na ten temat, gdzie co można zakupić :D Powodzenia życzymy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też przymierzam się do zakupu bardziej solidnych stacjonat i tuneli, strefy na razie nie są mi potrzebne. Mam nadzieję, że mi się uda, a do ciebie z chęcią zajrzę poczytać gdzie to można kupić :)

      Usuń
  9. Ja byłam u Frexów kiedyś i było super, może kiedyś razem się do nich wybierzemy :)
    Szkoda, że klubu już nie ma i Mileny :( Szkoda, że tak późno do Was trafiłam :(
    Pozdrawiam
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to koniecznie musimy się razem wybrać, bo ja też to planowałam :D
      Szkoda, ale może same coś skombinujemy ;)

      Usuń

Napisz w komentarzu link do swojego bloga. Jeśli mi się spodoba, dodam go do obserwowanych. Zachęcam do komentowania :)