2 maja 2014

Seminarium agility z Iwoną Gołąb

Nie było mnie przez jakiś czas, ale teraz postaram się pisać trochę częściej.Moja nieobecność była spowodowana nauką do egzaminów. Na szczęście myślę, że się opłaciła. Chociaż zaniedbałam bloga, to jego głównego bohatera-Lusię wręcz przeciwnie. Święta były bardzo ciepłe, jak na tą porę roku, więc codziennie biegałyśmy sobie w ogródku. 26-27 byłyśmy na semi, a raczej treningu z Iwoną Gołąb, zorganizowanym przez nasz klub, które odbyło się u nas, w Płocku.



Ogólnie wrażenia są bardzo pozytywne. Jednak mam jedno ale. Moja psina postanowiła, że przestanie lubić skakanie przez hopki i bieganie przez tunel. Praktycznie całe semi spędziłyśmy z Iwoną na wymyślaniu coraz to lepszych sposobów na motywację Lusi. Muszę przyznać, że na początku nawet nie było tak źle, ale potem chyba tylko cudotwórca mógłby sprawić, że Lusia się nami zainteresuje. Od jakiegoś czasu, mniej więcej od zimy, mamy taki problem na każdym treningu. Pierwszy bieg jest ok, ale następny i kolejne coraz gorsze, aż do momentu, kiedy Lusiak stwierdzi, że coś może jeszcze na trawie znaleźć. Całe semi wyglądało w ten sposób: ja biegałam, krzyczałam, nawet piszczałam, wymachiwałam zabawką na prawo i lewo. Reakcja Lu: aaa, powęszę sobie jeszcze trochę, pańcia zaczeka. Ooo, znowu mnie woła, nie, węszenie jest ciekawsze! Załamałam się. Teraz wiem, że czeka nas naprawdę ciężka praca, jeśli cokolwiek chcemy osiągnąć. Kiedyś myślałam tak: o, kupię sobie tego pieska, to jest najmądrzejsza rasa na świecie, będziemy zajmować 1. miejsca na każdych zawodach. Zdaję sobie sprawę z tego, jaka byłam głupia. Za to wiem, jak bardzo smakuje sukces z psem typu Lusia, który woli poleżeć na kanapie przez cały dzień, niż wysilać się z biednym człowiekiem. Od semi mam mnóstwo planów i postanowień. Część z nich zaczęłam już realizować. Mam ogromną nadzieję, że to przyniesie efekt. Zdjęcia z semi umieszczę w nowej zakładce: 'Galeria'.

 

Oprócz załamania agilitowego, nastąpiło jeszcze jedno. Od pierwszego dnia, kiedy Lusia do nas przyjechała, walczymy z mamą nad bieganiem za samochodami. To było naprawdę straszne. Ludzie którzy nas wtedy widzieli, pewnie myśleli, że mamy psa-samobójcę. Jednak udało nam się to trochę ogarnąć. Doszłyśmy do momentu, kiedy Lusia na widok samochodu kładła się na uboczu i czekała, aż będzie w bezpiecznej odległości. Wszystko było super, naprawdę się z tego cieszyłam. Przełom nastąpił około miesiąca temu, kiedy mózg Lu po cieczce postanowił sobie zapaść w sen wiosenny. Zaczęło się stopniowo, od małego wyrywania się. Teraz jest chyba najgorzej, ale cały czas mocno pracujemy. Na dzisiejszym spacerze był tylko jeden samochód i Lusia się nie wyrwała. Może móżdżek wreszcie postanowił się obudzić? W końcu niedługo lato...


Na dzisiaj to tyle, obydwie z Lusią jesteśmy zmęczone, każda z innego powodu i nie mam wielkiej chęci do pisania. Następnym razem może będzie lepiej. Ten tydzień będzie dla nas obu wykańczający. Hej



2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia. Trzymamy kciuki aby 'polowanie' na samochody znikło ;)
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń

Napisz w komentarzu link do swojego bloga. Jeśli mi się spodoba, dodam go do obserwowanych. Zachęcam do komentowania :)